„Forest Friends” czyli historia pewnej wyprawy

1/3

Pewnego dnia, pluszaki siedząc na półce w pracowni, zapytały swojego stwórcę dlaczego powstały, jaki był powód ich istnienia?
Wszyłem Wam wielkie czerwone serce — powiedział stwórca — jesteście stworzone do kochania i przytulania, powstałyście by nieść radość i uśmiech dzieciom.

Kiedy zostali sami, Lis Rysiek, który serce miał wielkie i odważne, ale nieco  lekkomyślne, oświadczył:
Mam dość czekania. Sami znajdźmy sobie dom. Wyruszmy na wyprawę! Gdzieś tam na pewno są dzieci, które nas pokochają!

I poszli. Przeszli przez plac zabaw, na którym nie znaleźli dzieci, przeszli przez wąwóz, przedarli się przez wysokie trawy i doszli do lasu.

Szli długo. Choć serca i chęci mieli wielkie, to łapki króciutkie i w końcu dopadło ich zmęczenie.
Na pewno się zgubiliśmy – powiedział Królik Ernest – ścieżki już prawie nie widać, a las coraz gęstszy.
Miś Tadeusz przytulił Ernesta
Nie martw się Erni — powiedział — wdrapiemy się z Ryśkiem na drzewo i zobaczymy gdzie jesteśmy.

Wspięli się tak wysoko, jak tylko dali radę, ale zobaczyli jedynie wielki ocean zieleni.
Zjedzą nas wilki — Ernest zaczął cicho chlipać – bolą mnie łapki, nie dam rady już dalej iść.
Usiedli na konarze, by trochę odpocząć i zastanowić się co dalej.
Musimy zawrócić — powiedział Tadeusz — robi się coraz ciemniej i chłodniej, a słońce prawie już zaszło.
Pokiwali smutno pyszczkami, rozmasowali łapki i ruszyli w drogę powrotną.

Szli i szli, a ich wędrówka zdawała się nie mieć końca.
Zgubiliśmy się jak bum — cyk-cyk — rzekł Miś — ten zagajnik mijaliśmy godzinę temu.
Rychu nie zastanawiając  się długo, zaczął wdrapywać się na drzewo,  by dojrzeć ścieżkę
Wdrapię się ponad korony drzew — krzyknął — i zobaczę, gdzie jest dom stwórcy i w którym kierunku mamy iść! Nie martwcie się, wrócimy do domu przed zmrokiem!

Za wysoko wchodzisz — krzyknął Tadeusz — Rysiek złaź, to niebezpieczne!
Ale było już za późno  na ostrzeżenia, lisowi podwinęła się łapa i zawisł na gałęzi . Dyndając bezwładnie krzyczał w niebo głosy — Koledzy ratujcie!
Miś nie bacząc na ryzyko, zaczął wspinać się na drzewo.
Sapiąc z wysiłku , oparty tylko na cienkim konarze, po długim szarpaniach oswobodził wreszcie lisa z gałęzi, które wplątały mu się w futro.

W końcu znaleźli się na trawie, zmęczeni i zdenerwowani, drżeli – nie wiadomo czy z zimna czy z wysiłku.
Musimy rozpalić ognisko i się ogrzać — zarządził Ernest — nie możemy dalej maszerować, kiedy jesteście w takim stanie.
Ryś i Tadek przystali na to z ochotą, nazbierali chrustu i rozniecili niewielki ogień.
I co my teraz zrobimy — westchnął Ernest.

Siedzieli pod drzewem, ognisko już dawno zgasło. Zaczynało się zmierzchać, a do pluszaków coraz mocniej docierało, że nie znajdą drogi powrotnej do domu przed nocą.
Trzeba się zastanowić nad noclegiem — powiedział Miś — nie możemy iść po ciemku,  bo zabłądzimy jeszcze bardziej.
A może jak zabłądzimy w zabłądzeniu, to odnajdziemy drogę! — krzyknął lis.

Ten krzyk Ryśka ściągnął na nich uwagę kogoś jeszcze. Usłyszeli szczekanie i zobaczyli ruch w zaroślach.
— O nie! To na pewno jakieś dzikie zwierzę, które zaraz nas pożre — jęknął królik.

Tymczasem z zagajnika wybiegł pies, a za nim dziewczynka krzycząc :
Stój Bruno!
Co tam znalazłeś? – zapytała dziewczyna swojego psa, który właśnie obwąchiwał drzewo pod którym siedziały pluszaki.
Lis, Miś i Króliczek! — co tu robicie w tym ciemnymi lesie! — Dziewczynka nie mogła się nadziwić takiemu znalezisku.
Zabiorę Was do domu, cali jesteście mokrzy od wieczornej rosy. Dobrze, że Bruno Was znalazł.

I tak oto Lis Rysiek, Miś Tadeusz i Królik Ernest znaleźli dom i swoje dziecko do kochania. Wraz z dziewczynką i Brunem żyli długo i szczęśliwie, spali w jednym  łóżku i już nigdy nie zabrakło im ciepła i miłości.

pozostałe aktualności